Tag Archives: studia

Studia: hot or not?

26 Lu

To nie będzie kolejny genialny wpisy. To nie jest jeden z 25, poprzednich wpisów, z których każdy mógł/z których każdy odmienił Twoje życie. Oj nie. To tylko próba rozliczenia się z ostatnimi dwoma miesiącami mojego życia. To próba wyjścia na prostą, po tych kilkunastu wesołych tygodniach, zwanych sesją.

A tak na poważnie, to u po prawie trzech tygodniach ciszy na deli, czas najwyższy na coś co pozwoli odbić się od dna. Od czegoś, trzeba w końcu zacząć. Niech to będzie rewanż na sesji.

Ci, którzy chcieli byśmy znaleźli się tu gdzie jesteśmy, wmawiali nam, że studia rozwijają. W praktyce, jest wręcz na odwrót. Studia upadlają, studia niszczą, studia degenerują. 

Biorąc pod uwagę, że nieodłącznym elementem studiów jest sesja (szczególnie gdy mówimy o sesji ciągłej, której urok – jakby ktoś przypadkiem nie zrozumiał – polega na tym, że jest CIĄGŁA), to trzeba stanowczo zaprzeczyć tej kłamliwej teorii.

Przez ostatni miesiąc, może nie było tak, że nie miałem czasu na pisanie. Czas by się znalazł. Znalazł się na How i meta, znalazł się na Ligę Mistrzów, to znalazłby się na pisanie. Sęk w tym, że telewizja i komputer to jedyni przyjaciele człowieka, w którym zabito wszelką kreatywność. Przeglądałem gazety, słyszałem, o jakże istotnej z perspektywy absolutu sprawy Magdy (która rozbudził we mnie uczucie tęsknoty do Smoleńska, przy tym to był taki fajny, lajtowy i przyjemny temat ..), ale koniec końców nie miałem żadnych, ŻADNYCH przemyśleń.

Harnaś (1,99 zł polecam) i liga mistrzów, how i met, liga mistrzów, how i met, liga europejska. Tydzień w skrócie!

Żeby było gorzej, przez cały ten czas nie przeczytałem żadnej książki, chyba, że za lekturę uznać arcyciekawą – Logikę prawniczą, prof. dr. hab. Wojciecha Patryasa. Ja jednak obstaje, że książka opisująca rachunek predykatów i formułę rachunku zdań, książką w moim znaczeniu tego słowa, nie jest. 

Z filmów nominowanych do Oscara, udało mi się obejrzeć zaledwie cztery filmy, które co gorsza (raczej)  nie spełniły moich oczekiwań. Może to temat na inny artykuł, ale komu podobała się Żelazna Dama, niech podniesie rękę i dla swojego dobra zgłosi się do mojego terapeuty!

Mówią, że sesja ciągła jest cool. W praktyce wygląda to tak, że sesja ciągła jest ciągła i zabija powoli. Nadal mam wątpliwości, czy potrafiłbym to wszystko zdać w tydzień czy dwa, jak to ma miejsce na większości wydziałów w Polsce, ale to wcale nie jest tak cool jakby mogło się wydawać. To trochę jak praca w wolnym zawodzie – nikt nie ustala godzin twojej pracy i kończy się tak, że praca towarzyszy ci cały czas. Brakuje wyraźnych odgraniczeń, cezur czasowych.

W praktyce wygląda to tak, że następny egzamin mam za półtora miesiąca, a potem no to już maj, czerwiec – standard. Work is never done!

Niebywałą zaletą sesji ciągłej jest to, że opija też się ją ciągle. Ale doszły mnie słuchy, że jednym z wiernych czytelników jest mój rodziciel, więc tatę serdecznie pozdrawiam, a sam zręcznie przeskakuję na inne aspekty życia studenta 😉

Jeśli ktoś dalej podtrzymuje, że studia rozwijają, to musiałby zawitać do mojego pokoju. Sterty naczyń, brud, syf i latające ubrania. Co bardziej złośliwi, powiedzą, że to klasyczny opis stanu mojego pokoju. Dźwignę się jednak nad to i nie będę nawet wdawał się w dyskusję z ludźmi o tak podłym uosobieniu.

Podsumowując, sesja upadla. Czyni człowieka, podłą, podrzędną istotą wyprutą z wszelkich wyższych potrzeb. Jeść, spać, pić – to kompletny zbiór potrzeb studenta podczas sesji. Literatura, poezja, metafizyka, absolut, sens egzystencji – te błahe i codzienne przedmioty rozmyślań studenta w czasie wolnym, zostają zastąpione czysto podziemnymi, filisterskimi potrzebami pierwszego rzędu.

A za co Ty nie lubisz sesji? 😉

Reklamy