Studia, a praca – czyli o tym, że kij ma zawsze dwa końce

11 Maj

Zdaje się, iż o polskim szkolnictwie wyższym zostało napisane już wszystko. Wytknięte zostały wady czy może nawet ułomności fundamentalne, ale i te zupełnie drobne. Ja proponuje  spojrzeć na szkolnictwo wyższe przez pryzmat ludzi, którzy są jego nieodłączną częścią – studentów.

Wielu z czytelników tego bloga studiuje, bądź już studia ma za sobą. Ta część czytelników ma więc wyobrażenie, jak wygląda w dużym uogólnieniu brać studencka. A jak wygląda? Łagodnie mówiąc, nie najlepiej.

Dominującym przekonaniem na studiach, jest to, że studia trzeba ZDAĆ, co najlepiej ilustruje zasada trzech z – zakuć, zdać, zapomnieć. Zasadę tę wygłaszają bez żadnej żenady nasi nauczyciele i rodzice, a my jako naturalni spadkobiercy, wprowadzamy w życie. Już na pierwszy rzut oka widać, więc, że polski student niekoniecznie jest zainteresowany wiedzą, a raczej papierkiem. Liczy się spryt. Byle do przodu. Studenci nie wybierają więc przedmiotów, które mogą uczynić ich bardziej atrakcyjnymi na rynku pracy, a te które słyszeli, że łatwiej zdać. Wielu studentów przeprawia się przez najtrudniejsze przedmioty z smartfonem pod pulpitem (korzystając z o zgrozo – uczelnianego Internetu!). Tu można oczywiście by zrobić coś co obiecywałem, że tego nie zrobie – skrytykować system. Skoro za ściąganie nie grozi, nic poza oblanie egzaminu, to co ma do stracenia ktoś kto nic nie wie? A wystarczyłby przepis na wzór amerykański – wypad z uczelni i po problemie.

Wracając do głównej myśli – polski student robi wszystko, żeby zdać, a nic, żeby wynieść wiedzę. Potem kończy studia z dumnym MGR przed nazwiskiem i zderza się z brutalną rzeczywistością. NIKT nie jest zainteresowany jego usługami. Dlaczego? Bo nie ma nic do zaoferowania ewentualnemu pracodawcy. Zmarnował pięć lat (albo i więcej) uganiając się za ocenami, albo co popularniejsze – za zaliczeniem roku, ale wiedzy nie wyniósł żadnej. Bo jak tu wynieść wiedzę, jak na najważniejszych egzaminach się ściągało, a fakultety wybierało się najłatwiejsze. Nie mówiąc już o kupowaniu prac magisterskich czy doktoranckich.

Nawet jeśli takiemu magisterkowi przypomni się jak to jego studia wyglądały i ile lat trwały, to od razu puści to w niepamięć i przyjmie jakże typową dla Polaków – postawę roszczeniową. JA MAGISTER?! JA NIE MAM PRACY?! TO PO CO JA SIĘ UCZYŁEM?! – właśnie, gdybyś Ty się uczył… Myśli sobie dalej – TEN KRAJ JEST CHORY! TU SIĘ LICZĄ TYLKO UKŁADY I ZNAJOMOŚCI!

Może jestem naiwny – ale dla najlepszych na roku – praca zawsze się znajdzie, cokolwiek byś nie studiował. Koła naukowe, konferencje, szkolenia, praktyki – wszystko to można robić podczas studiów. Kiedyś na takie stwierdzenie usłyszałem odpowiedź – no dobra, nie każdy jest stworzony do jakiejś nie wiadomo jakiej działalności nad programowej. To może po prostu nie każdy jest stworzony do studiów – pomyślałem.

I tu wracamy do problemu, który już kiedyś w moim artykule się przewinął – w Polsce studiuje za dużo osób, które nie powinny mieć w ogóle wstępu na uczelnie – ona powinna być zarezerwowana dla najwybitniejszych, najbardziej pracowitych i zdolnych jednostek.

Oczywiste – że ten artykuł, to w odczuciu wielu z was – przegięcie w drugą stronę. Ale proponuje po prostu, by działać w myśl zasady – jak chcesz zmieniać świat, to zacznij od siebie. Zrób wszystko co możesz w ramach obecnego systemu i dopiero potem krytykuj. Nie ma nic prostszego niż obwinianie całego świata, Smoleńska i wszystkiego na co nie mamy wpływu. Ale koniec końców można wziąć życie w swoje ręce i ujeżdżać je, tak by dojechać tam gdzie się zawsze marzyło, nie oglądając się przy tym na innych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: