O zbawienności szkolnictwa wyższego częściowej prywatyzacji

5 Gru

Tytułowy pomysł z całą pewnością jest kontrowersyjny – już opłaty za drugi kierunek spowodowały akcje protestacyjne chociażby na facebooku. A jak wiemy, wszystko co zestawione ze słowem facebook zyskuje nową, odlotową, wyższą rangę. 

Punktem wyjścia niech będzie sytuacja w kraju. Jak to nasz rodak przedstawił w The Guardian: it’s a bad time to be young and polish. Sore truth, powiedzieliby zasłużeni sojusznicy Polaków z roku 39’. W naszej ojczyźnie co drugi dwudziestopięciolatek jest magistrem. Brakuje  specjalistów – murarzy, tynkarzy, spawaczy i innych. Część z nich wyjechała na zachód, a reszta postarzała się. Sytuacja jest paradoksalna – brakuje ludzi o wykształceniu zawodowym (które niestety w Polsce upadło), a jest nadmiar ludzi o wykształceniu wyższym. Ani rynek nie jest w stanie dostosować się do realiów, ani realia (ludzie) do rynku. A skoro coś nie może zrobić się samo, to można byłoby od górnie to skorygować (tfu, brzmi tak socjalistycznie).

Takim rozwiązaniem mogłoby być (częściowe?) sprywatyzowanie szkolnictwa wyższego. W konsekwencji więcej młodych Polaków decydowałoby się na zakończenie edukacji na zawodówce lub technikum. Na studia natomiast trafialiby ludzie zdeterminowani. Zależałoby im by studia były wartościowe. Z pewnością włożyliby dużo więcej pracy w studia, mając pewność, że czeka ich praca i to dobrze płatna. Młodzi ludzie zatem wybieraliby zawody, które będą w przyszłości dobrze opłacane (a zatem pożyteczne dla społeczeństwa). Co więcej cała rzesza wiecznych studentów wyparowałaby. Przeciętny młody człowiek, nie pozwoliłby sobie na notoryczne zawalanie kolejnych lat studiów, gdyby wiązałoby się to z kolejnymi opłatami.

Opłacanie studiów i zmniejszenie liczby studentów do tych, którzy są zdeterminowani, spowodowałoby podniesienie poziomu kształcenia. Absolwenci w przeciwieństwie do stanu teraźniejszego, nie musieliby martwić się o dobrze płatną pracę.

Poza ustabilizowaniem rynku pracy i znalezieniem punktu równowagi podaży i popytu, jest jeszcze jedna zasadnicza zaleta takiego rozwiązania. W XXI wieku każde europejskie (i nie tylko) państwo boryka się z problemem starzenia się społeczeństwa i przez to rozpadu systemu emerytalnego. Na początku XX wieku w Wielkiej Brytanii, na emeryturę jednej osoby pracowało ośmiu rodaków. Dzisiaj dwóch. Logicznym więc jest, że należy wydłużać czas pracy przeciętnego obywatela. Na klasyczne wydłużenie wieku emerytalnego zdecydował się Miłościwie nam Panujący Donald. Jest jeszcze inny sposób – tytułowa prywatyzacja.

Naturalnym jest, że wielu z Was, czuje wewnętrzny sprzeciw wobec tego co pisze. „Jak to, przez to, że moich rodziców nie byłoby stać na studia, ja mam zostać spawaczem?” A więc – po pierwsze, to co już zostało powiedziane – wielu studentów kierunków nijakich powinna była zostać na poziomie szkolnictwa średniego lub zawodowego. Byłoby to korzystniejsze dla nich (z zawodowym wykształceniem często łatwiej o pracę) i dla społeczeństwa (patrz: cały artykuł). Po drugie opłaty za studia mogłyby być relatywnie niskie. Prywatyzacja szkolnictwa wyższego może i jest zbyt drastyczna na warunki polskie, ale można by dokonać częściowej prywatyzacji. Co więcej studentom na wzór amerykański udzielane byłyby nisko/wcale oprocentowane kredyty na opłaty studiów. Potem absolwent miałby 5, czy 10 czy 20 zależnie od przyjętego terminu czas na spłatę tego kredytu. Ci, którzy mają wrodzony  wstręt do zadłużania się, mogliby przecież iść do pracy na ½ czy ¼ etatu, co wystarczyłoby na opłacenie studiów przy (częściowej) prywatyzacji.

Tak więc podsumowując. Mam wrażenie, że takie rozwiązanie unormowałoby sytuację na rynku. Ludzie prędzej wybieraliby kierunki przydatne społeczeństwu, gdyby musieli za nie płacić. Co więcej, byliby bardziej zdeterminowani by je ukończyć. Ograniczenie liczby absolwentów studiów wyższych zażegnałoby sytuację, w której magister nie może znaleźć pracy, albo znajduje ją za śmieszne pieniądze. Państwo mogłoby manipulować przy liczbie absolwentów danego kierunku – gdy specjalistów od danej dziedziny jest za dużo, można byłoby podnosić opłatę, gdy jest ich za mało – zmniejszać ją. Co więcej zmniejszenie liczby studentów pomogłoby uzdrowić system emerytalny. Poza tym, Ci, którzy naprawdę chcieliby studiować korzystając z kredytów lub pracując, dalej mogliby to robić.

Mam jednak wrażenie, że cała ten utopijny obrazek, brzmi zbyt ładnie, więc czekam na jakiegoś kolegę lub koleżankę z lewej strony, który/a wybije mi ten pomysł z głowy. Póki co zostaje (bez)względnym liberałem.

Reklamy

komentarzy 9 to “O zbawienności szkolnictwa wyższego częściowej prywatyzacji”

  1. wazka06 Grudzień 5, 2011 @ 7:59 pm #

    Z lewej strony nie jestem, więc nie będę wybijać z głowy 😉
    W tym temacie dodałabym jeszcze, że gdzieś zatarła się granica prestiżu i jakości kształcenia między uniwersytetami a prywatnymi szkołami wyższymi, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Tytuł magistra z każdego typu szkoły wyższej jest taki sam, a umówmy się – poziomy kształcenia się różnią.

  2. forpoczty Grudzień 5, 2011 @ 8:11 pm #

    si, nie pisałem o tym, bo to materiał na drugi artykuł 😉

  3. Alas Grudzień 5, 2011 @ 9:51 pm #

    Powiedz mi, które to ‘kierunki nijakie’ i kto miałby je określać?? Możliwość kształcenia się powinna być zawsze darmowa i dostępna dla wszystkich. Taki zwykły ‘robol’ z budowy, tynkarz itp. będą przecież pracować dla kogoś z wykształceniem wyższym i osobie z wykształceniem wyższym budować dom. Dlatego każdy chce się uczyć aby potem coś osiągnąć. Tutaj widzę zadanie państwa – w tworzeniu miejsc pracy. Uczelnie prywatne – jestem za zamknięciem. A wtedy sposób na to aby na uczelni pozostali tylko Ci, którym naprawdę zależy i są zdolni jest prosty – podwyższenie poziomu. Najsłabsze jednostki odpadają. Zostają tylko specjaliście w danej dziedzinie. Tutaj należałoby też ograniczyć możliwość rozpoczynania nauki w nieskończoność. Racja, że ludzi z zawodowym wykształceniem brakuje ale wzięło się to stąd, że ono wcale nie gwarantuje dobrze płatnej pracy.

  4. forpoczty Grudzień 5, 2011 @ 10:15 pm #

    1. Świadomie tego nie napisałem, bo najlepszy po najbardziej wymyślnym kierunku, też jest potrzebny. Ale cała reszta ludzi z wykształceniem „magister socjolog” niekoniecznie jest w stanie zaproponować coś społeczeństwu.

    A czy ja mówie, że to ma być ustawowo określone? Państwo wie, które kierunki im sa potrzebne, a które nie.

    Zresztą nie upieram się, za tym żeby to było kontrolowane – ale przecież już jest w postaci kierunków zamawianych.

    2. Dlaczego powinna być darmowa? Nie rozumiesz, że w Polsce masz odwrócenie proporcji i jest więcej potencjalnych szefów niż potencjalnych podwładnych? Jak to sobie wyobrażasz, żeby każdy robotnik miał swojego majstra na budowie? :> Faktycznie, państwo powinno się wywiązać ze swoich zadań i utworzyć 20 mln posad szefowskich i 20 mln dla podłwadnych.

    3. Nie gwarantuje? Wykwalifikowany robotnik dostaje 3000 zł na rękę, a jak idzie na fuchę to dwaj cieśle potrafią skasować za miesiąc pracy 10 000 zł. Tymczasem pierwsza praca po studiach, to na ogół 1500-2000 zł.

  5. Alas Grudzień 5, 2011 @ 10:59 pm #

    Tyle, że tej pracy też nie dostajesz od tak, od razu. A jest ona ciężka, więc niewiele osób się do niej garnie.
    W żadnym razie nie zgodzę się z tym, że ktokolwiek będzie mi zamykać drogę to zdobywania wiedzy. Głupim narodem łatwiej się rządzi. Chcą z nas zrobić amerykanów i to jedyny powód dla którego drugi kierunek studiów będzie płatny. Jak taki ‚magister socjolog’ bedzie na bezrobociu to jego strata. Mógł wybrać inne studia. Lecz to jego wolny wybór. Płatne studia to niski poziom z bananowymi dziećmi. Ludzie nie mają pieniędzy na jedzenie, studenci pracują i uczą się jednocześnie ale co z tego, przecież mogą jeszcze płacić na to, że łaskawe państwo pozwoli im się uczyć… Jak ktoś chce iść na socjologię to niech na nią idzie, będzie najlepszy – dostanie pracę, dobrze płatną. Będzie na studiach tylko po to aby na nich być – zostanie bezrobotnym albo nie będzie pracować w zawodzie za marne grosze. Jego sprawa, jego szczęście i brak szczęścia. Sam wybrał kierunek to niech sobie radzi. Tylko musi mieć możliwość wyboru a nie narzucenie zostania spawaczem.

  6. forpoczty Grudzień 6, 2011 @ 1:22 pm #

    Nie obraź się Alek ale trudno z Tobą dyskutować, skoro uważasz, że polskie społeczeństwo dopiero zaczyna być ogłupiane, a amerykańskie już dawno jest. Nie zapominaj, że mówisz nie tylko o potędze militarnej czy ekonomicznej, ale także naukowej. Szkolnictwo amerykańskie wytworzyło tak niezliczoną ilość noblistów, profesorów światowej sławy, że gdyby nawet przemnożyć polskie osiągi razy 10 (by dorównać ilością mieszkańców) to nigdy byśmy się do nich nie zbliżyli. Gwarantem „mądrości” narodu jest posiadanie elit, które USA kształcą, a nie taki polski z dupy system szkolenia „żeby nikt nie był za mądry i nikt nie był za głupi”. Trzeba dać szanse rozwoju wybitnym jednostkom, a nie tracić pieniądze na osoby, które wcale nie chcą być mądre. W Szwecji czy UK, na studia idą nieliczni, bo nie ma takiej głupiej mody jak w Polsce „a pójde sobie na studia, wtedy będę inteligentem”.

    „Niech będzie bezrobotny” – no właśnie wcale tak nie jest jak mówisz, że to bedzie problem tylko tej osoby. Bezrobotni kosztują, a co więcej nie zarabiają na państwo. Nic dziwnego, że u nas system emerytalny to taka padaka, jak nikt w tym kraju nie widzi, że biedna jednostka = biedny kraj.

    Śmieszne w tym wszystkim jest, że na robotnika mówisz „robol”, zostanie spawaczem traktujesz jako największa hańbę. Tymczasem Ci ludzie często wykonują dużo większa i jak sam zauważyłeś BARDZO CIĘŻKĄ pracę i kto jak kto, ale zasługują oni na szacunek.

  7. Alas Grudzień 6, 2011 @ 7:34 pm #

    Nie, nie, w żadnym wypadku nie traktuję ich jak gorszych i nie uważam tego za hańbę. Nie miało to tak zabrzmieć. Jedyne co chciałem zaznaczyć, że jest na to mało chętnych ponieważ ta praca właśnie jest ciężka. Zdecydowanie zasługują na szacunek jak każdy.

    Amerykanów uważasz za mądry naród… ? Oni kształcą noblistów, którzy tam poszli na emigrację a nie są wykształceni ich system od początku. Po prostu mają kasę aby ich tam ściągnąć i tyle. Potęgą naukową a tym bardziej intelektualną to oni nie są. Lecz nie o tym kraju bez historii tu mowa.

    Sposobem na zwolnienie miejsc na studiach i kształcenie specjalistów jest coraz to większe podwyższanie poziomu na uczelniach a nie zamykanie drogi na zdobywania wiedzy przez wprowadzanie płatnych studiów.

  8. forpoczty Grudzień 8, 2011 @ 1:04 pm #

    no dobrze, to podnieś ten poziom studiów – moją propozycją było odsianie tych, którzy chcą, od tych którym wydaje się, że chcą. Twój pomysł?

  9. forpoczty Grudzień 8, 2011 @ 1:04 pm #

    mozesz odpowiedziec w formie artykułu 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: